700 twarzy Kolejorza na Bułgarskiej!

 

W tym roku, w przedostatnim meczu Kolejorza na Bułgarskiej mieliśmy aż dwa jubileusze! A wszystko to działo się na spotkaniu z Cracovią. Pierwszym z nich była dziesiąta odsłona akcji "Kibicuj z klasą", a drugim jubileuszem był już siedemsetny mecz rozegrany na stadionie przy Bułgarskiej we wszystkich typach rozgrywek.

 

Najwięcej spotkań Kolejorz rozegrał oczywiście w najwyższej klasie rozgrywkowej, bo aż 545, do tego dochodzą 44 spotkania w Pucharze Polski, 38 spotkań w pierwszej lidze, 19 spotkań w Lidze Europy (razem ze spotkaniami eliminacyjnymi), 11 spotkań w Pucharze Intertoto, po 10 spotkań w Pucharze UEFA (grupa+eliminacje) i Pucharze Ekstraklasy, 8 spotkań w eliminacjach Ligi Mistrzów, 6 spotkań w Pucharze Ligi, po 4 spotkania w eliminacjach do Pucharu Europy Mistrzów Krajowych oraz Pucharu Zdobywców Pucharów, oraz jedno spotkanie Superpucharu Polski. Chociaż w tym miejscu należy pamiętać, że spotkanie ekstraklasowe sezonu 2003/2004 z Wisłą Kraków, miało podwójny charakter. Mianowicie miało być równocześnie spotkaniem o punkty w ekstraklasie oraz o Superpuchar (tutaj zaliczone jako spotkanie ekstraklasowe), ponieważ w tym spotkaniu po 90 minutach nie udało się wyłonić zwycięzcy, zatem po zakończeniu spotkania odbyła się seria rzutów karnych, które Kolejorz wygrał 4:1.

Stadion na Bułgarskiej okazał się dość szczęśliwy dla niebiesko-białych barw, choć do pierwszego zwycięstwa trzeba było czekać aż do piątego spotkania. Ale za to później na osłodę kibice obejrzeli 10 kolejnych spotkań bez straconej bramki, a w bramce bardzo dobrze spisywał się Piotr Mowlik. Co prawda jeszcze w międzyczasie odbyło się przedostatnie spotkanie na dębieckim stadionie zakończone bezbramkowym remisem z łódzkim Widzewem. Zresztą starcia z Widzewem w tamtym okresie były spotkaniami z Mistrzem Polski, tak jak m.in. dramatyczne spotkanie w ćwierćfinale Pucharu Polski 81/82. Faworyzowany Widzew w składzie ze Żmudą, Bońkiem, Smolarkiem przybył do Poznania gdzie były bardzo fatalne jak o tej porze warunki pogodowe. Trener Wojciech Łazarek myślał bardziej o uniknięciu przykrych kontuzji niż o grze w piłkę. Tydzień przed wprowadzeniem stanu wojennego było strasznie zimno, na boisku leżał śnieg i wciąż go przybywało. Dramaturgia meczu jednak pozwoliła zapomnieć przybyłym w liczbie około dwunastu tysięcy widzom o śniegu i mrozie, doszło do rzutów karnych, w których wydawać by się mogło Lech stoi na straconej pozycji, skoro stoi naprzeciwko drużyny, która w karnych pokonała sam Juventus!W czwartej serii spudłował Krzysztof Pawlak, do awansu Widzew potrzebował już tylko trafienia Zbigniewa Bońka. Część kibiców zaczęła już opuszczać poznański stadion bez wiary w awans Kolejorza. Jednak do ich powrotu na trybuny wyrwał ogromny okrzyk radości, pozostałych kibiców którzy wiwatowali odbicie piłki przez Piotra Mowlika po strzale Bońka. W następnej serii trafił Józef Krzyżanowski, a widzewiak Jan Jeżewski, posłał piłkę obok słupka i w tym momencie było wiadomo już że udało się wyeliminować Mistrza Polski i awansować do półfinału Pucharu Polski. Po meczu Piotr Mowlik był noszony na rękach, Kolejorz miał drogę do finału krajowego pucharu cały czas otwartą.

Kolejnym pięknym meczem, który przeszedł do historii było spotkanie z Athletic Bilbao, mimo wygranej 2:0 po golach Mariusza Niewiadomskiego i Mirosława Okońskiego, zasłynął on nie tylko tym że został wybrany najlepszym pojedynkiem w historii futbolistów w plebiscycie "Gazety Wyborczej" zorganizowanym w 2002 roku na 80. lecie klubu, ale również dlatego iż poznańscy napastnicy nie wykorzystali wielu okazji. Po golu na 1:0 zaczęła się dominacja Kolejorza, zakończona jeszcze w pierwszej połowie drugą bramką. Co prawda przed przerwą poznaniacy wykorzystali swoje okazje, jednak już w drugiej połowie było dużo gorzej - sytuacje zaczeły się mnożyć jednak bez efektu bramkowego. Niestety w rewanżu Kolejorz przegrał aż 4:0 i zakończył swoją drogę pucharową w sezonie 1983/1984.

Zresztą sezon 1983/1984 był najlepszy w wykonaniu Lecha, jeśli chodzi o mecze na stadionie przy Bułgarskiej, wtedy nasz stadion był prawdziwą twierdzą gdyż piłkarze w niebiesko-białych strojach przegrali tylko jedno spotkanie (z Widzewem) i jedno zremisowali na sam koniec sezonu (z Pogonią) co nawiasem mówiąc zapewniło im obronę Mistrzowskiego tytułu. W tym sezonie na własnym stadionie Kolejorz stracił tylko cztery bramki. W przypadku twierdzy "Bułgarska" możemy mówić też o sezonie 2009/2010, gdzie Kolejorz wygrał wszystkie spotkania na swoim stadionie, należy jednak również pamiętać, że grał na nim tylko na wiosnę, ponieważ był on w trakcie przebudowy i w sezonie mistrzowskim mogło go oglądać maksymalnie 13.500 widzów. 

Wreszcie chyba najbardziej pamiętnym meczem jest spotkanie z Barceloną, po niespodziewanym remisie 1: na Camp Nou. Lechici tutaj również nie występowali w roli faworyta, a dużo nie zabrakło, aby to spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyść. 9 listopada 1988 roku gorączka na stadionie wypełnionym po brzegi sięgała zenitu. Po pół godzinie gry sfaulowany w polu karnym został Jerzy Kruszczyński, i poszkodowany sam wykorzystał okazję. Niemożliwe do pomyślenia zdawało się coraz bardziej realne, trzeba było tylko ten wynik dowieźć do końca, ale niestety Barcelona miała w swoim składzie Roberto, który po podaniu od Carrasco, po błędzie Andrzeja Słowakiewicza doprowadził zaledwie po 15 minutach do wyrównaniu, a wszystko to działo się jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie oraz dogrywce już bramki nie padły i rywalizację z wielką Barceloną musiały wyłonić rzuty karne. Pierwsza seria karnych ułożyła się pomyślnie dla Kolejorza ponieważ pierwsze uderzenie Roberto wybronił Jankowski, a na prowadzenie Kolejorza wyprowadził Kruszczyński. W drugiej i trzeciej serii nie pomylił się żaden z graczy. Dopiero w czwartej serii Eusebio wyrównał, a na prowadzenie Lecha nie zdołał wyprowadzić Araszkiewicz, który uderzył obok bramki i załamany chciał uciec do szatni. W piątej serii nie trafił w bramkę Alexanko, lecz sędzia nakazał powtórzenie "jedenastki" i co niebywałe Alexanko ponownie chybił!. Do wrót raju mógł wprowadzić Kolejorza Bogusław Pachelski jego uderzenie w przeciwieństwie do rywala było celne, lecz wprost w bramkarza... No i karuzela karnych trwała dalej, do piłki podszedł późniejszy trener Kolejorza Jose Maria Bakero i swoje zadanie wykonał perfekcyjnie, lecz Barcelona jeszcze nie mogła się cieszyć z awansu bowiem swoją szansę wykorzystał również Głombiowski. W kolejnej jak się okazało ostatniej serii "jedenastek" mocnym uderzeniem pod poprzeczkę na prowadzenie wyprowadził Brazylijczyk Aloisio. Ostatnim z zawodników Lecha był Damian Łukasik, jak się później okazało do wykonywania karnego był wyznaczony inny zawodnik. Mimo mocnego strzału, piłka po poprzeczce opuściła boisko i razem z tym strzałem Lech opuścił europejskie rozgrywki, w których to był bardzo blisko wyeliminowania giganta europejskiej piłki. Po tym meczu do dymisji podał się Henryk Apostel, jednak oficjalnie jego dymisja została przyjęta po ostatnim meczu ligowej jesieni, przegranym z Legią na Łazienkowskiej aż 0:3.

https://youtu.be/K_POqOlXvio

Innym ciekawym wydarzeniem był mecz z Ruchem Chorzów z sezonu 1989/1990 wygranym przez Lecha 2:0, gdzie naprzeciwko siebie stanęło dwóch Damianów Łukasików... z innych ciekawostek należy odnotować również gola z rzutu karnego strzelonego przez bramkarza Lecha Norberta Tyrajskiego, a było to podczas meczu ligowego ze Stalą Stalowa Wola, wygranego przez Kolejorza 3:0, zresztą gol z karnego nie był pierwszym golem Norberta podczas występów w Kolejorzu, był on również bohaterem serii rzutów karnych pucharowego spotkania z Pogonią Szczecin, gdzie najpierw obronił strzał szczecińskiego zawodnika, a później sam wykorzystał "jedenastkę". Zresztą do podobnego zdarzenia doszło w sezonie 2010/2011, kiedy to w drugiej rundzie kwalifikacji do wymarzonej Ligi Mistrzów podczas starcia z Interem Baku również Krzysztof Kotorowski gdzie najpierw pokonał swojego przeciwnika, a później obronił jego strzał i w ten oto sposób, Kolejorzowi w dramatycznych okolicznościach udało się awansować do następnej rundy, gdzie czekała na nich Sparta Praga.

W sezonie 1999/2000 mecz ze Stomilem Olsztyn, lechici kończyli w dziesiątkę, jednak nie ze względu na czerwone kartki lecz z powodu kontuzji Krzysztofa Piskuły i wykorzystaniem wszystkich zmian, Lech musiał od 75 minuty radzić sobie bez jednego zawodnika. Nie miało to jednak wpływu na wynik spotkania, bowiem w momencie opuszczania boiska przez Piskułę spotkanie było rozstrzygnięte. Kolejorz przegrał ten mecz 2:1, po golach Macieja Bykowskiego i Cezarego Kucharskiego, dla Lecha jedyną bramkę zdobył Maciej Żurawski. Zgoła odmienny przebieg miało spotkanie z końcówki tego samego sezonu, kiedy to Lech grał z Widzewem u siebie. Nie dość, że rywale kończyli mecz w dziewiątkę, to jeszcze grając w osłabieniu potrafili wbić Kolejorzowi bramkę. Ostatecznie przegraliśmy to spotkanie 5:3. 

Niezwykle dramatyczne chwili kibice przeżywali również podczas meczu z Austrią Wiedeń, kiedy to szanse awansu do fazy grupowej przechylały się to z jednej strony na drugą. Kiedy w 10 minucie Hernan Rengifo zdobył pierwszą bramkę dla Lecha, to Kolejorz był w fazie grupowej, 51 minut później z awansu do fazy grupowej mogli cieszyć się austryjacy. Bramka Sławka Peszki, na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, dawały szanse na rozstrzygnięcie awansu w ewentualnej dogrywce, gdyby lechitom nie udało się dołożyć jeszcze kolejnej bramki. Już w czasie dogrywki szalę zwycięstwa na naszą stronę przechylił Robert Lewandowski, jednak jak się okazało dwie minuty później to było za mało, bo po bramce Hattenbergera to Austria Wiedeń była w fazie grupowej. Jednak drużyna Franciszka Smudy pokazała charakter i walczyła do samego końca, bowiem już w doliczonym czasie dogrywki na strzał w ogromnym zamieszaniu w polu karnym gości zdecydował się Rafał Murawski, piłka przeleciała pod nogami Wiedeńskich obrońców i znalazła się w siatce, w tym momencie cały stadion oszalał. Lech Poznań znalazł się w fazie grupowej Pucharu UEFA, gdzie zmierzył się później przy Bułgarskiej jeszcze z takimi zespołami jak AS Nancy i Deportivo La Coruna, dzięki wspaniałej grze kibice mogli się cieszyć jeszcze meczem w rundzie wiosennej z Udinese Calcio.

https://youtu.be/KqHk12c9KTU

Dwa lata później Kolejorz mierzył się na poznańskim stadionie w ogromnym mrozie i śniegu z Juventusem Turyn. Widoczność podczas tego meczu była bardzo ograniczona, czasami nawet pomarańczowa piłka nie była zbyt dobrze widoczna. A padający śnieg oraz ogromny mróz poważnie wdawały się we znaki piłkarzom obu zespołów. Remis 1:1 z wielkim Juventusem oznaczał praktycznie awans do kolejnej fazy rozgrywek kosztem właśnie Juventusu. Po losowaniu grupy nikt nie przewidział, że Kolejorz odegra znacząca rolę w tej grupie. A tylko śmiałkowie we najśmielszych snach mogli przypuszczać, że Lech wyjdzie z grupy.

Należy jeszcze w tym miejscu wspomnieć jeden mecz z przedostatniej kolejki sezonu 1986/1987 z Polonią Bytom. Na boisku w tym spotkaniu padł remis 1:1, jednak według władz PZPN, w tym spotkaniu piłkarze nie do końca byli zaangażowani w grę i dlatego uznali mecz za odbyty jednak gole i punkty nie zostały zaliczone do końcowej tabeli tego sezonu. 


Tak w wielkim skrócie przedstawia się historia spotkań na poznańskim stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Gdzie emocje zawsze sięgają zenitu, gdzie kibice byli świadkami wielu pięknych wygranych, pechowych remisów i zaznali również gorycz porażki. Również w niższej klasie rozgrywkowej kibice nie opuszczali Lecha poza spotkaniami, które odbywały się bez publiczności. Jednak najniższa zanotowana frekwencja na stadionie przy Bułgarskiej to 150 osób! W tej chwili to jest nie do pomyślenia, bowiem nawet na ostatni mecz w tym roku przybyło ponad osiem tysięcy kibiców. Najniższą frekwencję Lech zanotował w ekstraklasie w sezonie 1995/1996 w spotkaniu z Siarką Tarnobrzeg, wygranym przez Kolejorza 2:0 po golach Jacka Dembińskiego i Tomasza Bekasa. Natomiast najwyższą frekwencja 42 tysiące kibiców została zanotowana podczas spotkania z Manchesterem City w fazie grupowej Ligi Europy w sezonie 2010/2011. Jednak jest to frekwencja, którą Kolejorz może się poszczycić po przebudowie stadionu, przed przebudową najwyższą frekwencję zanotowano podczas spotkania z Widzewem Łódź w sezonie 1983/1984, kiedy to w sobie tylko znany sposób weszło około 45 tysięcy kibiców.

 

Podczas opracowywania tekstu korzystałem z książki Kolekcja Klubów Lech Poznań, ze strony lechpoznan.wikidot.com, z wikipedia.pl oraz z opracowań własnych.