STANISŁAW OLEJNICZAK - Bramkarz Obry Zbąszyń

Stanisław Olejniczak reprezentantem Polski był w latach 1961-66. Grał w trzech mistrzostwach Europy (1961 - 9.miejsce, 1963 - srebrny medal, 1965 - brązowy) oraz w igrzyskach olimpijskich (1964 - 6. miejsce). W drużynie narodowej rozegrał 121 spotkań, zdobywając 628 pkt. Urodził się 28 marca 1938 roku w Zbąszyniu, liczącym dziś 7 tysięcy mieszkańców. Przed wojną było to miasto graniczne, ze stacją kolejową i komorą celną. Tam kończyła się Polska. Za granicą Niemcy wybudowali dworzec na swoje potrzeby – Zbąszynek.

- Jak każdy młody zaczynałem od piłki nożnej, grałem na pozycji bramkarza - wspomina Olejniczak. - Miałem szczęście, że do miasteczka trafił wspaniały człowiek, który miał wyjątkowy pociąg do sportu - trudno powiedzieć czy Francuz czy Niemiec. Nazywał się Egon Klein. Przybył do Zbąszynia w 1942 roku, nie znając zupełnie języka. Jego matka miała zakład odzieżowy w Berlinie. Przenieśli ją w czasie okupacji i prowadziła go w Zbąszyniu. Ponieważ miała obywatelstwo francuskie, po wojnie zostali z synem w naszym mieście. Egon uprawiał m.in. lekkoatletykę. Budował bieżnie, boiska, skocznie, organizował imprezy sportowe. W pewnym momencie z z innym kolegą postanowili założyć drużynę koszykówki. To było w roku 1954. Ja grałem już trochę w piłkę nożną, byłem blisko pierwszej drużyny Obry Zbąszyń. Przyszli do mojej mamy i powiedzieli, że nie w piłkę, a w koszykówkę powinienem grać. Miałem już wtedy, w wieku 16 lat, 187 cm wzrostu.

- Byliśmy koszykarskimi samoukami. W sezonie 1954/55 drużyna rozpoczęła grę w C klasie. Koszykówka była też w technikum w Świebodzinie, 30 km na zachód od Zbąszynia. Matka wysłała mnie do technikum mechanicznego, ponieważ uważała, że muszę mieć zawód. Mój ojciec był ślusarzem, miał swój zakład. W 1952 roku wybuchła w nim butla z tlenem, ojciec zginął. Kończyłem wtedy szkołę podstawową. Matka powiedziała, że też powinienem być ślusarzem i wysłała mnie do Świebodzina - nie do ogólniaka tylko do technikum. Codziennie dojeżdżałem.

Z poleceniem do Patrzykonta

Tam przyszły pierwsze koszykarskie sukcesy. W ramach rozgrywek zrzeszenia Zryw, obejmującego szkoły zawodowe, drużyna ze świebodzińskiego technikum wystartowała w wojewódzkiej spartakiadzie w Zielonej Górze. Z sukcesem, bo pojechała potem na ogólnopolską do Krakowa. Nauczyciel z Zielonej Góry, dr Lech Birgfellner, który koszykówką zajmował się jeszcze przed wojną, znał trenera Janusza Patrzykonta, przedwojennego reprezentanta Polski, olimpijczyka z Berlina, po wojnie znakomitego szkoleniowca. Gdy dowiedział się, że Olejniczak po maturze wybiera się do Poznania na Politechnikę, powiedział mu: „Jeśli tam się dostaniesz, mój kolega jest trenerem w Kolejarzu. Zgłoś się do niego”.

W 1956 roku kandydat na ligowego koszykarza skończył technikum i został przyjęty na studia. Dostał się też do Kolejarza. Trener Patrzykont zaliczył go do szerokiego grona pierwszej drużyny, gdzie trenowało 14-15 zawodników.

- Zacząłem treningi w Lechu, bo po październikowych przemianach zmieniła się nazwa klubu - opowiada. - Byłem jednym z młodszych, którzy weszli do drużyny. Pamiętam mój debiut w lidze - to był luty 1957. Patrzykont w nagrodę, że trenowałem dużo i ambitnie zabrał mnie do Warszawy na mecz z Legią. Przy przesądzonym już wyniku wpuścił mnie na boisko i udało mi się zdobyć pierwsze dwa punkty w meczu ligowym.

W Poznaniu grał siedem lat. W 1958 roku Lech zdobył mistrzostwo Polski. Czołowymi zawodnikami drużyny byli wówczas Włodzimierz Pudelewicz, Mieczysław Fęglerski, Jerzy Młynarczyk, Zdzisław Blewąska, Dariusz Świerczewski, Wiktor Haglauer. Młynarczyk, późniejszy profesor i prezydent Gdańska, studiował wtedy prawo na Uniwersytecie Poznańskim. Po zrobieniu dyplomu przeniósł się na Wybrzeże, skąd się wywodził - i długo jeszcze grał w ekstraklasie. W 1960 roku przyszedł do Lecha z Gniezna Mieczysław Łopatka, wyjątkowy koszykarski talent. Robił błyskawiczną karierę, ale szybko otrzymał powołanie do wojska i przeniósł się do Śląska Wrocław.

Debiut w kadrze

Olejniczak debiutował w reprezentacji w styczniu 1961 roku w Finlandii. - To był dla mnie trudny okres. Akurat kończyłem studia. Wiosna była intensywna, bo mieliśmy dużo wyjazdów: szybkie rozgrywki ligowe, w których Lech zajął drugie miejsce. W kwietniu kadra miała zgrupowanie. Byłem debiutantem, ale przeciwko Rumunii w Warszawie w Hali Gwardii, nieobciążony odpowiedzialnością, odważny, zagrałem bardzo dobrze, byłem wyróżnionym zawodnikiem, zdobyłem sporo punktów i tym jednym meczem zagwarantowałem sobie wyjazd na mistrzostwa Europy - wspomina.

Na przełomie kwietnia i maja w Belgradzie przechodził już bojowy chrzest w biało-czerwonych barwach w mistrzowskiej imprezie, która z kolei była debiutem 30-letniego wówczas Witolda Zagórskiego w roli pierwszego trenera kadry. Drużyna zajęła 9. miejsce, co w obliczu kolejnego czempionatu, którego organizację przyznano właśnie Polsce, nie nastrajało optymistycznie. Był to jednak, jak się miało okazać, niepokój nieuzasadniony.

- Dla mnie, chłopca z małej miejscowości, turniej w Belgradzie i tak był sukcesem i olbrzymim awansem - ocenia. - Po sześciu latach gry w koszykówkę, trochę niedoszkolony, bo przecież początkowo nie mieliśmy trenera - sami uczyliśmy się, nieraz powielając błędy - udało mi się trafić do reprezentacji Polski.

Z Poznania do Warszawy

Olejniczak nadal grał w Lechu, ale wobec braku widoków na powrót do zespołu Łopatki - najlepszego kolegi i gwaranta sukcesów, też zdecydował się na zmianę barw. Na ME do Wrocławia jechał jako zawodnik Lecha, ale po turnieju, późną jesienią 1963 był już graczem Legii Warszawa, z którą zdobył potem dwa mistrzowskie tytuły (1966 i 1969).

- Wtedy były tylko dwie możliwości zmiany klubu: studia albo wojsko. Nikt nie mówił o kontraktach. Ja już byłem dwa lata po studiach. W Poznaniu starałem się pracować, ale nie mogłem pogodzić ośmiogodzinnego dnia roboczego z treningami, wyjazdami itd. Jedyną możliwością było powołanie, oczywiście za moją zgodą, do okresowej dwuletniej służby wojskowej. Napisałem stosowne pismo i tym sposobem przeniosłem się do Warszawy. Po dwóch latach nie miałem zamiaru zostać w wojsku, ale okazało się, że ze względów zawodowych nie bardzo to się opłaca i już do końca pracowałem w resorcie obrony. W sumie ponad 30 lat - opowiada.

Karierę klubową Stanisław Olejniczak skończył w 1971 roku.

źródło: www.plk.pl